• Ewa Staub

Pokora


Pokora kojarzy nam się z bezsilnością. A człowiek pokorny z zakompleksionym i wycofanym słabeuszem. Oczywiście, kiedy skupimy się przez 5 minut widzimy nasz błąd, ale najczęściej tych pięciu minut nie mamy, a zatem zastanówmy się nad tym tutaj i teraz.


Człowiek zakompleksiony i wycofany nie ma żadnych szans na bycie pokornym.


Albowiem pokora jest antytezą bezsilności i wycofania.


Już tłumacze: nasze słabości, nasz strach i nasze kompleksy, jednym słowem wory deficytów które dźwigamy na plerach od wczesnego dzieciństwa są dla nas zbyt groźne, aby ot, tak sobie na nie popatrzeć i nie umrzeć z rozpaczy. Cale życie schodzi nam na udawaniu, że ich nie ma i na kamuflowaniu ich jednocześnie. Logiczne - najwięcej energii wydajemy na chowanie tego, czego nie ma, ech.

Ale do rzeczy.


Każdy z naszych deficytów (a w każdym razie każdy, z którym zetknęłam się osobiście i w nim nieco pogmerałam) ma, gdzieś w końcówkach swoich korzeni….



… często targana od pokoleń, następująca myśl:


„Jeśli się rozpłaczę, moja mama mnie zostawi i umrę”.


Później ta myśl deklinuje się na milion indywidualnych sposobów („wyrzucą mnie z sierocińca na śnieg”, „cale plemię Umba-Lumba wyszydzi mnie, potnie żywcem na kawałeczki, a następnie usmaży i zje a resztki rzuci hienom”, „Pan Bóg zobaczy, że jestem nagi i wywali mnie z Edenu na zbyty pisk*”


Jednym słowem – cena za okazanie słabości i przyznanie się do czegoś niefajnego** jest tak wysoka i tak podprogowo zarejestrowana zarazem, że przekracza nasze możliwości po tysiąckroć.


No chyba, że - - - jesteśmy pokorni.

Pokora pozwala wyciągnąć sobie z ust takie druty kolczaste jak na przykład:


„Wole cię zaprosić do drogiej restauracji niż do domu moich rodziców, bo moja mama da ci do zrozumienia ze jesteś nikim, a mi, że żałuje pieniędzy wydanych na moje studia prawnicze skoro tylko kelnerka jest gotowa się ze mną przespać.”


„Drogi***** synku, tak potwornie się boje umrzeć w nędzy, że dopóki nie ożenisz się z poważna dziewczyna, będę pilnowała, aby jakaś zdzira nie oskubała cię z twojej dyrektorskiej pensji.”


„Zostawiłam cię samego z dziećmi, bo tamten drugi facet miał pozycje i pieniądze, a ty piłeś i jęczałeś.”


„Wolałem nazwać cię przed naszymi dziećmi dziwka która się puszcza za kasę, niż przestać pic i wstać z kanapy.”


„Zamiast bronić was przed ojcem pijakiem, wrzeszczałam na was i wymagałam, abyście mi dali spokój, bo i tak już jestem wystarczająco nieszczęśliwa.”


… oraz otworzyć uszy i serca na zimne sztylety****** w stylu:


„Zawiodłam /em się na tobie.”

„Nie chcemy, abyś przychodził na nasze imprezy.”

„To, co proponujesz, jest dla nas nieprzydatne.”


… a następnie podnieść się i powiedzieć (na przykład):


„Zawiodłem cię i zraniłem, przepraszam. Moje demony przejęły nade mną władze i zamiast ciebie widziałem wiedźmę pełna brodawek. Wydawało mi się, że moja zdrada, nielojalność i podłość to jedyny sposób, aby ocalić życie. Nie widziałem ciebie, widziałem śmiertelnego wroga. Czy zgadzasz się, abyśmy spróbowali to jakoś odbudować?”


Albo: „Dobra, nie przyjdę na wasza imprezę. Rozumiem, że moje poczucie humoru jest żenujące i psuje atmosferę. No i rzeczywiście jestem trochę pokraczny. Trudno. Jeszcze przez jakiś czas będę marzył, że mnie zaakceptujecie i ze ogrzeję się w waszej życzliwości, ale kiedyś mi przejdzie i nauczę się żyć z innymi ludźmi nie gardząc nimi tylko dlatego, że nie są wami.”


Podsumowując ten, jakże banalny tekst o pokorze:


Wbrew pozorom nie jest ona bezsilnością. Jest ona natomiast stanem heroicznej abnegacji, która pozwala zerwać zasłonę dzielącą nas od krainy potworów, demonów i smoków. I skopać im wszystkim dupy. I stwierdzić, że życie poza ta kraina jest, tak właściwie, miałkie, nudne i pozbawione smaku.


PS: W bardzo starej książce Irvina Shaw’a „Młode Lwy” występuje niejaki Noah Ackermann. Szeregowy. On trochę przypomina Myszkina u Dostojewskiego, a trochę Gimpla Głupka u Singera. A trochę zwyczajnego autystę. On po prostu nie może się powstrzymać od mówienia prawdy i od robienia tego, co należy zrobić. On jest tak pokorny, że nawet nie wie, że jest pokorny. I tu właśnie jest pies pogrzebany.


-------------



* No właśnie, i tu nasuwa się pytanie – a gdyby Adam, zamiast chować się z Ewa po krzakach, wrzasnął na cale gardło: „Panie Boże, ratuj!! Zżarliśmy jakieś świństwo, na pomoc, pokornie błagamy o płukanie żołądka!!” – czy historia świata potoczyłaby się inaczej i czy cala Biblia byłaby do przepisania?


** Coś niefajnego nie musi być koniecznie nasza wina. Wyobraźcie sobie dziecko, które wraca z przedszkola do domu i zapytane jak tam było przez mamę w podartej ostatniej sukienczynie, wybiera między odpowiedzią A „było fajnie” a odpowiedzią B „nikt nie chciał się ze mną bawić, bo mam zacerowane rajtuzki” ***.


*** Co natychmiast nas naprowadza na wieczny temat Mamy. W głębi serca hołubię archetyp heroicznej dziewczyny, która, nie bawiąc się za bardzo w kamuflowanie siniaków, przychodzi po swojego przedszkolaka, tuli go i mówi „cześć Malutki, być może spędziłeś okropny dzień i inne dzieci nie chciały się z tobą bawić bo masz zacerowane rajtuzki, ale nie martw się, ogarniemy i to i jeszcze inne dramaty. A twoi przedszkolni koledzy być może przez cale życie pozostaną bezbronni wobec dziurawych imponderabiliów****. Kocham cię.”


**** Bardzo ważnym jest, aby od najmłodszych lat uczyć nasze dzieci trudnych słów. Takich jak imponderabilia. Albo kocham cię.


***** Hehehe.


***** Trzymać poza zasięgiem dzieci.

97 vues0 commentaire

Posts récents

Voir tout