• Ewa Staub

Tak mi żal tych biednych dzieciaków.


Jechałam sobie wczoraj do domu i słuchałam radia. Zwykle jestem na emigracji wewnętrznej i słucham czystego popu, żeby mnie nikt o niczym nie informował i żeby się nie denerwować. A wczoraj jak raz włączyłam lokalne oficjalne, tak dla draki.

Pierwsza trauma to Głosy. Prezenterów.

Nadające się do sprzedaży oszukanych dywanów, czytania powieści porno dla szympansów, a w sumie to do wojskowego lupanaru. Takie, wiecie, okrągłe, wsobne, zachwycająco-radosne i delektujące się każdą sylaba. Włażące w uszy w sposób oślizgły. Ociekające afektem z (…) wziętym.

Trauma druga to przekaz na poziomie podstawowym, wypchany w/w afektem jak truchło lisa trocinami. Przez opętanego taksydermistę.

Muzyczka. Entuzjastyczny Głos zapodaje, że będzie gadane o nastolatkach i ogólnie ludziach młodych wobec potworności kryzysu klimatycznego i sanitarnego. Muzyczka weselsza. Glos na wyżynach niepojętej radości oznajmia, jak się nazywa. Muzyczka robi jakiś finalny zawijas i bum, dwa Głosy wchodzą w dialog o tym, jaka audycja będzie wyjątkowa i ze no normalnie świat nie widział. A to dlatego, że, ho ho ho, młodzi są zaproszeni, wygląda na to, że po raz pierwszy w historii galaktyki. I ze, no ja nie mogę, się wypowiedzą. Prawdopodobnie o swych emocjach w sprawie sanitarno-klimatycznej, ale to jeszcze nie jest tak do końca jasne. O, już jest. Glos kobity pod wpływem znakomitego kwasu zdradza, schodząc na sekundę trzy gamy niżej, w czeleście komsomolskiej sierioznosci, że będzie o zaangażowaniu. O, jak o zaangażowaniu, to możemy zaczynać werbalny karnawał. Lecimy więc klasycznym Leninem. Ze walka, że rewolucja, że konieczność dziejowa, że zaawansowany militantyzm (tak się tu mówi). To jest część „kolektyw”.

Następnie w klasycznego Lenina delikatnie wplatamy zonę rewolucyjną nr. 2, czyli słownictwo zachodnich hedonistów, czyli „indywidualność”: korzystanie z życia, zaangażowanie osobiste, rozwój osobisty, gry, zabawy, śpiewogry.

Temat jest zapodany. Będzie o młodych pionierach walki o lepsze jutro 2021.

Jakże dziwnym przypadkiem, Głosy wybrały na miejsce przesłuchania młodych działaczy plac nazwany na cześć starego działacza Pestalozzi. Jak nie znacie, to sobie wyguglujcie.

Epoque oblige – wszyscy trzej młodzi wojownicy są rodzaju żeńskiego. Chyba. Jeśli nie, to przprszm, szanowni wojownicy.


Antylopa, Skafandra i Melancholia. Melancholia studiuje coś trudnego do opisania, coś jak Trwanie i Opanowywanie, a w wolnych chwilach naturalnie walczy o ładną pogodę. Skafandra ma prawdziwy fach w ręku, robi pudełka. W wolnych chwilach jest członkiem czegoś alternatywnego no i tez walczy o pogodę, ma się rozumieć. Antylopa chodzi do prawdziwej szkoły i tak się dobrze składa, że się uczy o lesie. Głos drugi opisuje dla nas (w zachwycie) spotkanie ich, Głosów, i Wojowników rodzaju żeńskiego (chyba). Otóż, przedstawcie sobie państwo, na placu starego protokomucha Pestalozziego ktoś postawił donice z kwiatkami i pod tymi donicami właśnie przycupnęły dziewczęta. Głos nastraja się na coś pośredniego między „Eureka” a „zblazowany ironista” i zapodaje, że to musi być jakiś znak od bogów klimatu, aby wskazać Wybranki walki o pogodę. Śmiechom i radości nie ma końca, coś tak jak w scenie, kiedy Maude Lebowski rozmawia przez telefon ze znajomym artystą.

Dziewczynki są dopuszczone do głosu. Opowiadają, na czym polega ich klimatyczny militantyzm. Otóż na: gromadzeniu się, organizowaniu zgromadzeń, organizowaniu zgromadzeń w celu oglądania alternatywnych filmów oraz gromadzeniu się w celu organizowania zgromadzeń, aby razem strajkować w sprawie klimatu.

Wszystkie trzy rozpoczynają opis swych działań w sposób radosny, pięknie wyokrąglając każdą samogłoskę (Głosy też tak robią); pośrodku opowieści amplituda wyokrągleń wyraźnie się wypłaszacza, a kończą, wszystkie trzy, niepewnym i nieśmiałym „także tego…”.

Pytanie następne, do pieca daje Głos Żeński: motywacja. Odpowiada Antylopa, a mi się serce ściska, słuchając dziewczynki, która w najczystszych intencjach oddaje swój czas i serce, aby świat, który kocha, był zdrowszy i piękniejszy. Nie mając pojęcia, na jakim ołtarzu jest właśnie ćwiartowana. „Nie zaznałabym spokoju, gdybym patrzyła na to, co się dzieje, z założonymi rękami”, mówi Antylopa, a ja krzyczę do niej w duchu „dziecko, uciekaj!” Glos męski, wydepilowany na gładko aż po jabłko Adama, przejmuje pałeczkę. Będziemy łączyć w jedno temat młodzieży walczącej, klimatu i pandemiozy. Dla mnie jego pytanie jest stosem niepasujących do niczego śmieci, zaskakuje mnie wiec natychmiastowa odpowiedz Melancholii. Okazuje się, że w głowach pionierów Nowego Lepszego Jutra (czyli Nieubłaganego Widma Postępu) rzecz jest jasna niczym kryształ. Agresywna eksploatacja fauny i flory na poziomie planetarnym nie mogła mieć innego rezultatu, jak patologiczny rezultat na poziomie planetarnym. (Jestem przekonana, że używając wyrażenia „patologiczny rezultat” ograłam wszystkie albo rytmy.) Wszystkie kawałki puzzla pięknie się łączą, nie zostawiając ani mikrometra na dysonans poznawczy w tej dziedzinie. Jak na zebraniach partii robotniczej – „kto za, kto przeciw, nie widzę, dziękuje.”

Struktura wypowiedzi pozostaje ta sama – dużo słów wypowiedzianych z wysokiego C na początku, ześlizg pośrodku i niewyraźne mamrotanie w miejsce konkluzji.

Pora na Okropnych Staruchów, czyli dziadersów którzy zepsuli młodzieży ten piękny świat. Przygotowanie przyszłych egzekucji polega, między innymi, na odpowiednim wykalibrowaniu percepcji młodzieży co do tego, co wychodzi z ust dziadersów. Opcje są dwie i ani kroku dalej. Opcja pierwsza (na razie), to dziadersy dobre i dwaplusdobre. Dziadersy dobre to te, które się z młodzieżą zgadzają we wszystkim, pozostając w dziaderskiej pasywności. Dziadersy dwaplusdobre to te, które się zgadzają aktywnie, organizując się w dziaderskie zgromadzenia i strajki klimatyczne.

Opcja druga to dziadersy złe. Zło dziadersów polega na tym, że mówią coś, co nie pasuje do wizji Antylopy, Melancholii, Skafandry i wszystkich łączących się młodych aktywistów, czynowników, pionierów, militantystow, komsomolców, działaczy, członków i całej nieproletariackiej wspólnoty myśli i czynu.

Percepcja tych nieszczęsnych, porzuconych i wykorzystanych dzieci jest sformatowana następująco:

1) Jest mi źle. (No fakt. Te dzieciaki nie mogą nie być znerwicowane, przyszedłszy na świat w kontekście upychania po żłobkach i obdarowywania elektroniką jako surogatem bliskości i miłości.)

2) Znalazłem powód mojego marnego samopoczucia – jest nim panująca dookoła brzydota. (Znowu twardy fakt. W sercu każdego dziecka działa kod piękna, bombardowany na okrągło śmieciami, hałasem, zdewastowanymi relacjami społecznymi i nieudolnością emocjonalna rodzin niewyspowiadanych od trzech pokoleń.)

3) Ale ja się nie dam i zawalczę, aby zawsze świeciło słonce a ludzie żyli dostatniej. (Brawo, po raz kolejny. Niemniej tutaj właśnie, korzystając z młodzieńczej naiwności, tak łatwo przechodzącej w pychę, wkładają stopę w drzwi rozmaici zboczeńcy wykorzystujący czyste serca do swoich parszywych planów. Podsuwając myśl, że skoro świat dookoła jest taki dupny, a jest zarządzany przez dziadersów, to jak słońce na niebie oni są tacy dupni jak stosy śmieci na rajskiej plaży. Wszyscy, jak leci. A skoro ja, młody gniewny, widzę to wyraźnie, i moi koledzy też, to znaczy, że my jesteśmy fajni, a oni nie.)

4) O! Jakiś dziaders do mnie mówi. (Takim samym tonem, jak mówił ojciec, zanim poszedł do innej baby. Takim samym, jak nauczycielka, co wyśmiała mój najpiękniejszy rysunek.) Mówi, że to, co robię i to, o co walczę, nie jest mądre.

5) Wniosek, nieugięty i jedyny możliwy – dziaders robi tylko to, co umie: krytykuje.


Oczywiście te biedne, wykorzystane dzieci nie maja żadnych narzędzi, aby zauważyć pułapkę. Wchodzą w nią coraz głębiej, znajdując coraz nowsze wytłumaczenia dla ewentualnych dysonansów. Zboczeńcy – wykorzystywacze maja ich tysiące, usłużnie i dyskretnie podsuwane kiedy trzeba w formie filmu, piosenki czy biografii któregoś z tysiąca idoli.


Te dzieci pójdą dalej i dalej, tak jak moskiewscy bezprizorni szli, kiedy już dostali czerwonoarmijska tożsamość, mundur i kałacha. Będą szly i wymierzaly sprawiedliwość. Za klimat, za cielątka odebrane mamom-krówkom, za wycięte lasy, za żółwie uduszone w zatopionych reklamówkach. Marnie widzę przyszłość tych wstrętnych, krytykujących dziadersów. Chyba najbardziej żal mi tych, którzy, totalnie skawaliwszy szanse na więzy rodzinne, sami popełzną zapisać się w kolejkę do eutanazji.


No, ale to jeszcze nie jest ten czas. Na razie Skafandra z Melancholią opisują ich trudności z dziadersami, którzy stawiają opór akcjom ekologicznym. Nie wyjaśniają, co konkretnie jest przyczyna sporu, tylko mówią, że kiedy starcy się na coś nie zgadzają, to dlatego, że młodzi ludzie nie podobają im się osobiście, a nie dlatego, że coś jest nie teges z konceptem walki o klimat i ekologię.

Podejrzewam, że ktoś kiedyś zapytał Melancholię, jaki jest ustrój polityczny Chin i w jaki sposób wpływa to na chiński przemysł, albo coś podobnego. I się Melancholia wściekła i stwierdziła, że nie ma co gadać z takimi baranami. Ale w sumie – jeszcze gorzej to wygląda, jeśli nikt o nic podobnego Melancholii nie zapytał.


Skafandra tym razem dociera do konkluzji. Która jest następująca: „Drogie dziadersy, jeśli waszą największą ambicją jest redukcja waszych osobistych śmieci do drastycznego minimum, to zgoda, róbcie tak dalej, pozostańcie rozpasanymi konsumentami, tylko pozwólcie nam działać tak, jak nam się podoba.”

Trochę zamarłam i zaczęłam rozpaczliwie rozkminiac sens zdania. Co ciekawe, Głosy również zamarły i chyba podjęły ta sama próbę, co ja. Równie bezskutecznie, bo po chwili żenującej ciszy Glos żeński, zapomniawszy o entuzjazmie, zamknął temat dziadersów i zadał pytanie następne.

I jeszcze jedno, i jeszcze. Nagość i sterylność działań dziewczynek wyjaskrawiana za każdym pytaniem. Jak w strip-pokerze. Mówią o tym, że segregują śmieci, obserwują ptaszki, że chodzą na targ, że urządzają teatrzyk. Coraz mocniej zaciera się obraz konsomolek na traktorze i coraz bardziej pojawiają się trzy słodkie dziewczątka z warkoczykami, które w swoich dziecinnych pokoikach narysowały laurki i nauczyły się wierszyka dla tatusia, żeby już nie krzyczał na mamę.

Pod koniec emisji Skafandra próbuje wyjść z dziecinnego pokoiku i wyartykułować, że to, co nieco podcina jej skrzydła to niezrozumienie zasad, według których funkcjonuje „system”.

Zaplątuje się jednak nieco i, najwyraźniej speszona spojrzeniem, które jej rzucają Głosy Męski Wydepilowany i Żeński, mamroce cichutko „nie wiem za bardzo, jak skończyć zdanie”. Powraca radość i ukontentowany Glos Męski wślizguje „najważniejsze, że tak pięknie je zaczęłaś, Skafandro”. Radość powraca w trybie natychmiastowym.


Triumf Głosów nie jest jednak całkowity. Pod koniec emisji (uf, dojeżdżam do domu, nareszcie…) wszystkie trzy słodkie dziewczyny o czystych sercach, przebrane w komsomolskie łachmany, dają radę wyrazić, że to, co było z początku radosna zabawa, sposobem na umeblowanie czasu i uzyskanie statusu w grupie, staje się powoli praca wymagającą dyscypliny i wysiłku, jak również – uwaga, uwaga – wielokrotnego egzaminowania pewnych danych. Glosy nie znajdują komentarza i zwijają majdan.

I tego się, szanowni państwo, trzymajmy.


Acha, jeszcze PS, żeby zilustrować poziom psychopatii Głosów i ich szefów, odpowiedzialnych za wydźwięk radiowej narracji: audycja kończy się piosenka The Woodgies. Holding Hands, znaczy się. Jak nie znacie, to posłuchajcie.


https://www.youtube.com/watch?v=B6xtRp48U4o



60 vues0 commentaire

Posts récents

Voir tout